Czy tartak w Szybowicach można było uratować ?

Ponad tydzień temu | 2017-08-07 15:18:37 | Wejść: 2463

Zdaniem Katarzyny Czochary, posłanki PiS i szefowej struktur partii w regionie, akcja gaśnicza przebiegłaby znacznie sprawniej gdyby nie awaria pobliskiego hydrantu, z którego strażacy nie mogli czerpać wody. Złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Choć komendant straży pożarnej w Prudniku przyznaje, że nie da się powiedzieć, czy sprawny hydrant pomógłby w akcji w 100 procentach.
 
Pożar w tartaku w Szybowicach wybuchł w sobotnie popołudnie. Ogień najpierw pojawił się w hali produkcyjnej, następnie przeszedł na pomieszczenia biurowe i na budynek mieszkalny. Wszystko doszczętnie spłonęło.
 
– Nie ma nic – mówi Feliks Wysocki, właściciel tartaku, który straty w wyniku pożaru oszacował na 2 miliony złotych.
 
Mężczyzna był ubezpieczony. Pomoc m.in. poprzez Caritas zaoferowała przedsiębiorcy posłanka PiS Katarzyna Czochara, apelując także o wsparcie do ludzi dobrej woli. – Ten pan zatrudniał 10 osób, miał dużo zamówień, m.in. z Niemiec. Trzeba mu pomóc w odbudowie, żeby firma szybko stanęła na nogi, jeśli będzie trwało to długo, może stracić kontrakt – mówi.
 
Katarzyna Czochara na miejscu pożaru była już w sobotę, gdy trwała akcja gaśnicza, w której brało udział ponad 100 strażaków, dwa dromadery i mnóstwo wozów strażackich.
Strażakom z OSP zabrakło wody
 
W poniedziałek posłanka zorganizowała konferencję prasową w której oprócz poszkodowanego przedsiębiorcy wziął udział bryg. Marek Kawa, komendant Państwowej Straży Pożarnej w Prudniku i Józef Meleszko, naczelnik OSP w Szybowicach na której poinformowała, że w sprawie sobotniej akcji gaśniczej zamierza złożyć zawiadomienie do prokuratury. Wszystko przez niesprawny hydrant. – Chodzi o rażące zaniedbanie. Ponadto zwróciłam się także do wojewody, by zarządził kontrolę wszystkich hydrantów na terenie województwa – mówi Katarzyna Czochara.
 
Józef Meleszko, naczelnik OSP w Szybowicach, relacjonuje, że gdy w tartaku wybuchł pożar, strażacy OSP znajdowali się niedaleko. – Dojechaliśmy w 2-3 minuty na miejsce, w drodze zgłosiliśmy do centrali informację o pożarze. Wtedy cała hala tartaku stała już w płomieniach, przystąpiliśmy do gaszenia hali, ale też podawaliśmy dwa prądy gaśnicze w celu obrony biura – wylicza.
 
Gdy przyjechał drugi wóz OSP, Meleszko nakazał im podłączenie się do hydrantu, który był przy tartaku. W ten sposób mieli utworzyć linię zasilającą, dzięki której możliwa byłaby dalsza akcja gaśnicza. Problem w tym, że hydrant zdaniem strażaków z OSP nie zadziałał. – Przez kilka minut był odkręcany, zakręcany, nie działał, wyleciało tylko troszkę wody – podkreśla.
 
Wtedy strażacy z OSP zaczęli korzystać z kolejnego hydrantu, oddalonego o 500 metrów. – Samo napełnianie trwało 20 minut, a jego ciśnienie było słabe, niewystarczające, żeby cokolwiek zadziałać. Straciliśmy tam mnóstwo czasu – mówi naczelnik OSP. – Jeżeli ten hydrant zadziałałby na początku, możliwe, że zatrzymalibyśmy ten pożar, być może coś udałoby się uratować. Niestety, stała się tragedia – dodaje.
Dobre warunki do rozprzestrzeniania się ognia
 
Bryg. Marek Kawa, komendant Państwowej Straży Pożarnej w Prudniku zwraca uwagę na warunki w jakich rozwijał się pożar. To m.in. palność budynku, palne poszycie dachowe, mała wilgotność, na miejscu były też butle z tlenem, doszło do wybuchu butli gazowej propan-butan. – Do budynku nie dało się podejść bliżej niż 30 metrów, gorąc był okropny, ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Po pół godzinie wszystko było w płomieniach. Chciałbym zwrócić uwagę, że zwłaszcza na początku pożaru ilość ludzi, pojazdów, środka gaśniczego ma największe znaczenie. Pierwsze jednostki miały ok. 10 ton wody, czyli na od 5 do 10 minut działania – wylicza bryg. Kawa.Trudno przewidzieć, czy sprawny hydrant pomógłby tu w 100 procentach. Na pewno byłby czynnikiem determinującym – dodaje i przypomina, że zgodnie z przepisami, zarządca hydrantów ma obowiązek dbać o ich sprawność techniczną. – Dopiero po naszej interwencji, przedstawiciele Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Prudniku przyjechali i w ich obecności udało się uruchomić hydrant, ale wydajność nie była imponująca. Korzystaliśmy z niego 20 godzin, potem nie udało się go zakręcić, coś mechanicznego zaistniało – uważa bryg. Marek Kawa.
Prezes: Hydrant był sprawny
 
– Uważam że prezes Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Prudniku powinien podać się do dymisji – stwierdza Katarzyna Czochara.
 
Paweł Kawecki, prezes ZWiK, odpowiada krótko: Jeśli ktoś twierdzi, że hydrant nie działał, to po prostu kłamie. Byliśmy na miejscu, ale nawet nie zdążyliśmy dotknąć hydrantu. Przyjechała ekipa kolejnych strażaków, która nie wiedziała, że ten hydrant nie działa, po prostu się do niego podłączyła i zaczęła pobierać z niego wodę – podkreśla.
Zródło Gazeta Wyborcza Opole
 
 


Strony internetowe Opole


Zdjęcia:


TAGI
pożar, tartak, Prudnik, Szybowice, pożar, osp , strażacy , JRG Prudnik,
 

Tagi

Z całego tygodnia

  • Skoda zderzyła się z toyotą.Na szczęście nikomu nic sie nie stało.
  • PODSUMOWANIE WEEKENDU NA DROGACH NASZEGO WOJEWÓDZTWA
  • Pozar busa na parkingu przy autostradzie
  • Pożar sterty słomy w Opolu . Na miejscu 9 jednostek straży
  • Obchody Święta Wojska Polskiego w Opolu
  • Strażacy i policjanci uratowali 21-latka.
  • Wypadek w Sosnówce na DK46.Zderzenie dwóch motocyklistów
  • Zderzenie czołowe w Skoroszycach
  • Kierujący busem wjechał w drzewo
  • Ukrainiec hodował marihuanę. Trafił w ręce policji.
  • Śmierć 21-latka w płomieniach po wypadku koło Głogówka.
  • Auto uderzyło w motocyklistkę w Opolu
  • Zgubił się piesek. Pani Karolina szuka właściciela.
  • Odra przegrała z Miedzią 2:4.
  • Ciężarówka przewróciła sie koło Grodkowa.
  • Strony internetowe Opole

    Zobacz też:


    Wszelkie prawa zastrzeżone | kontakt: redakcja@prostozopolskiego.pl | reklama 533 245 028, zobacz ofertę reklamową
    17:30
       czwartek, 17 sierpnia 2017 roku